Projekt Potop Pomocy

 

Białe autobusy ze Szwecji niosły pomoc na Pomorzu

 

W latach 40. takie autobusy były powszechnym widokiem na ulicach Gdyni, Sopotu i Gdańska. To dzięki nim wiele osób przeżyło najtrudniejszy okres po II wojnie światowej.

potoppomocy.pl

potoppomocy.pl

Mało kto pamięta, że po II wojnie światowej Szwecja udzieliła Trójmiastu i Pomorzu olbrzymiej pomocy humanitarnej. Białe autobusy szwedzkich organizacji przez długi czas były u nas symbolem bezinteresownej pomocy. Nasi północni sąsiedzi, choć mimo teoretycznej neutralności współpracowali podczas II wojny światowej gospodarczo z Niemcami, nie byli obojętni na los Polaków. Dali u siebie schronienie polskim marynarzom, a szwedzkie organizacje szybko zaczęły organizować paczki i pomoc, głównie dla polskich dzieci. Paczki trafiały także do polskich więźniów obozów koncentracyjnych.

W 1945 roku hrabia Folke Bernadotte, przewodniczący Szwedzkiego Czerwonego Krzyża, rozpoczął rozmowy z Niemcami w sprawie ewakuacji więźniów obozów koncentracyjnych, głównie więzionych w nich skandynawskich Żydów. Naziści, przede wszystkim Heinrich Himmler, traktowali skandynawskich więźniów jako kartę przetargową w ewentualnych negocjacjach z aliantami. Postępy sojuszniczych wojsk sprawiły jednak, że pod koniec wojny Szwedom pozwolono na ratowanie więźniów praktycznie już bez żadnych warunków. Kolumna pojazdów ze szwedzką pomocą humanitarną. Kolumna pojazdów ze szwedzką pomocą humanitarną.

Rozpoczęła się wielka akcja humanitarna. Do portu w Lubece zaczęły przyjeżdżać kolumny białych autobusów z czerwonymi krzyżami i w barwach Szwecji. Według różnych źródeł udało się pomóc między 19 a 30 tysiącom osób, w tym dużej liczbie kobiet i dzieci. Wycieńczeni ludzie trafiali do szwedzkich, a także duńskich ośrodków. Był to jednak dopiero początek wielkiej akcji, na którą Szwedzi przeznaczyli miliony koron. Bo po zorganizowaniu pomocy dla swoich obywateli, nie wrócili do domu, lecz zostali w zniszczonej Polsce.

– Gdańsk jedne gruzy. Smród do nieba, bo pod gruzami dużo trupów leżało. I pierwszy raz, kiedy mieliśmy odwagę wyjść z piwnicy i tak trochę się rozglądać po gruzach, spotkałam Helgę G. Ucieszyłyśmy się, że przeżyłyśmy. Ja trochę lepiej jak ona bo ją Rosjanie zgwałcili i ona była w ciąży. Ale to załatwili Szwedzi. Bardzo prędziutko przyjechali tutaj, urządzili szpital. Wszędzie były ogłoszenia: „Kobiety i dziewczyny mają się zgłosić do ośrodka na badania. Bo były i w ciąży, i zarażone jakimiś chorobami wenerycznymi. Szanuję Szwedów do dzisiaj, że tak po cichutku tę sprawę załatwili. Ani jedno dziecko się nie urodziło w całym Gdańsku. A zgwałcone były prawie wszystkie – opowiadała w roku 2000 miesięcznikowi „30 dni” Inge M., dawna mieszkanka Gdańska.

Powojenne Pomorze, a nawet Mazowsze, stało się głównym beneficjentem szwedzkiej pomocy. W zniszczonych miastach szerzyły się choroby i panował głód. Oprócz doraźnej pomocy w postaci np. paczek z lekarstwami czy polowych ambulatoriów, szwedzkie organizacje zajęły się również budową szpitali i dostarczaniem dla nich wyposażenia.

Jedną z największych organizacji zaangażowanych w pomoc Polsce był Szwedzki Komitet Pomocy Międzynarodowej. Z końcem sierpnia 1945 do portu w Gdyni wpłynął pierwszy statek z pomocą. W ładowniach „Grippena” znajdowały się ubrania, rozdzielone potem między dzieci pracowników portowych. Gdynia stała się bazą dla szwedzkiej kolumny transportowej. Stacjonowało w niej 88 samochodów oznaczonych żółtym krzyżem na błękitnym polu i napisem „Sweden”. Obsługiwało je ok. 100 Szwedów.

W kamienicy przy ul. Zator Przytockiego we Wrzeszczu Szwedzi wydawali odzież, wyprawki dla niemowląt oraz prowadzili przedszkole dla 600 dzieci. W jadłodajni wydawano ok. 350 posiłków dziennie. Stale dożywiano także 60 studentów. Kilkadziesiąt osób dziennie mogło także skorzystać z łaźni. W akcji pomagali wolontariusze, którymi najczęściej byli szwedzcy studenci. Inne miejsca związane z działalnością Szwedów w Trójmieście to m.in. dawny tzw. kościół szwedzki przy ul. Władysława IV w Nowym Porcie czy ostatni już barak przy ul. Jana z Kolna w Gdyni.

Szwedzi wyposażyli pokoje biurowe Akademii Lekarskiej w Gdańsku, drukowali też podręczniki szkolne i uniwersyteckie. W 1945 i 1946 roku w Gdyni szwedzcy wolontariusze dożywili 14 tysięcy dzieci. Kompletnie wyposażyli też w łóżka, pościel, leki czy instrumenty Szpital Miejski w Gdyni. Darowali też sprzęty dla ośrodków dziecięcych w Gdańsku, Oliwie i Sopocie. To tylko jedne z wielu przykładów prawie czteroletniej działalności i ofiarności Skandynawów. Ich pracę często opisywała prasa na Wybrzeżu.

– Działalność Szwedów była na naszym terenie nawet bardziej znana niż słynna UNRRA [międzynarodowa organizacja niosąca pomoc krajom zniszczonym przez wojnę – red]. Mój mąż, jako młody chłopiec, pojechał po wojnie na obóz zorganizowany przez szwedzką organizację. Był tam intensywnie dożywiany, a smak szwedzkiego masła wspominał przez długie lata – opowiada Henryka Flisykowska, córka dowódcy obrony Poczty Polskiej w Gdańsku.

Dzięki Szwedzkiemu Czerwonemu Krzyżowi powstał zakład leczniczy w Dzierżążnie, koło Kartuz, dla 600 dzieci. Szpital składał się z dziesięciu pawilonów, organizowano tam również kolonie letnie, po raz pierwszy już w 1946 roku. Dzierżążno było najważniejszą inicjatywą szwedzką w Polsce. Sanatorium i szpital zaprojektował architekt Mats Linnman, a budowę nadzorowali szwedzcy specjaliści. Łącznie na obszarze 15 ha powstały 34 drewniane budynki z 900 izbami, w których pracowało ok. 200 osób, w tym ok. 30 polskich pielęgniarek uwolnionych z obozu w Ravensbrück. Przewieziono je do Szwecji, gdzie przeszły ośmiomiesięczne szkolenie pielęgniarskie.

Nowe, komunistyczne władze Polski początkowo doceniały ofiarność i zaangażowanie Szwedów. Nagradzano ich, a hrabiego Bernadotte uroczyście goszczono na Pomorzu. Z czasem zaczęto jednak niechętnie patrzeć na działalność zachodnich organizacji. W 1948 roku szwedzka pomoc praktycznie się zakończyła. Jej koniec przypieczętowały nie tylko względy polityczne, ale i kryzys ekonomiczny, jaki w tym czasie zagrażał Szwecji.

Szwecja nie zapomniała jednak o Polsce. Ponownie była liderem pomocy Polsce w czasie stanu wojennego. Już od 20 grudnia 1981 do naszego kraju zaczęły trafiać charytatywne transporty z lekami, odzieżą czy sprzętem medycznym.

– Dlaczego akurat Szwedzi tak zaangażowali się w pomoc Polakom? Nie tylko z tego powodu, że jesteśmy sąsiadami „przez morze”. Ich bezinteresowna pomoc i ofiarność skierowana jest zawsze tam, gdzie jest najbardziej potrzebna. To zasady, jakimi kieruje się protestancka społeczność – mówi prof. Arnold Kłonczyński z Wydziału Historycznego Uniwersytetu Gdańskiego.

autor: Marek Gotard

www.potoppomocy.pl

Archiwa